Tradycyjnie (czytaj: drugi raz) przy zakładaniu bloga postanowiłam zrobić mały risercz tematyczny w sieci. Szczerze mówiąc, spodziewałam się więcej informacji na temat, który mnie interesuje, dotyczy, i który postanowiłam zaprezentować światu w tym miejscu.
Tymczasem frazy typu „praca w domu”, „jak pracować w domu” wyrzucają same extra super unikalne, kończące się, okazyjne oferty klikania w banerki za 750 zł za godzinę. Może na jednej stronie znalazłam kilka zdań z dobrymi radami. Na GoldenLine w obiecująco nazwanej i opisanej grupie „Pracuję w domu — grupa dla osób, które pracują, pracowały lub zamierzają pracować w domu” również nie znajdziesz nic ponad „znajdźcie mi pracę w domu”.
No jasne. Wszyscy chcą pracować w domu.
Skąd się bierze takie grupowe napalenie na pracowanie w domu? Czy wszystkim wydaje się to, co mnie się wydawało na początku? Że:
1. Nareszcie będę miała na wszystko czas.
2. Nikt nie będzie nade mną stał, gdy pracuję.
3. Nareszcie będę się wysypiać.
4. Nie stracę pięknej pogody za oknem.
5. Będę pracować, kiedy, gdzie i jak długo mi się podoba.
6. Oszczędzę na paliwie lub biletach na dojazdy.
7. Oszczędzę czas na dojazdy w jedną i drugą stronę.
8. Zacznę regularnie i o ludzkiej porze jeść zdrowe obiady.
9. Połączę pracę z rolą rodzica.
10. Nie będę świadkiem napięć między współpracownikami.
Czy znajdą się jeszcze jakieś powody dla których chcemy pracować w domu?